|
Infested With Maggots "The Larvae Days Vol. II" |
|
|
|
|
Redaktor: Artur Olejarczyk
|
|
04.07.2008. |
|
 Jest to matriał, przez który trudno było przegryźć mi się bez zaciskanych zębów i kuszącego odruchu zmiany płyty. Teraz kiedy nadeszła ostateczna rozgrywka pomiędzy muzyką Infested With Maggots, a pisemnym wyrokiem spostrzegam, że nie to taki zły materiał. Problem tkwi w tym, jak w wielu gatunkach muzycznych - powtarzalność. W temacie noise, nie powinien on często dziwić; chodzi często o manifestację eksperymentu muzycznego, w taki czy inny sposób zrywającego z klasycznym rozumieniem terminu "muzyka". Infested With Maggots proponuje bardzo stonowany hałas zawarty na 6 kompozycjach. Po krótkim trzeszczącym "An Open Wound", który może pełni tylko rolę intro (trwa nieco ponad 1 minutę), następuje pięć sekwencji, w których próżno szukać specjalnych, wystrzałowych i kulminacyjnych momentów. Transmisja opiera się na bulgoczącym przekazie, zgniecionym oraz mało przekonywującym. Podczas słuchania "An Invitation To Infestation", po wejściu z którego myślałem, że wykluje się szalenczy pomuch hałasu, mam wrażenie, że coś mi się gotuje w głośniku. Dźwięk sprawia wrażenie jakby nie mógł się rozwinąć. Przyznaję, że jest w tym coś osobliwego, gdzie możemy się skupić na jednoźródłowej modulacji, tylko od czasu do czasu uzupelnianej inną ścieżką. Faktem jest, że jest to mało przekonywujące. Brnąc dalej w materiał jest zdecydowanie lepiej. Jest więcej ciekawszych modulacji, które z czasem są zruinowane przez identyczne podejście jak we wcześniejszym utworze. Mam wrażenie, że lepiej artyście idzie kiedy na planie muzycznym jest więcej do przedstawienia, ale następuje dla mnie brak umiejętności wykorzystania wprowadzenia jakimś śmiałym i zdecydowanym rozwinięciem. Podobnie ma się rzecz z kolejnymi kompozycjami, posiadającymi ten sam schemat - bardziej buczące i obrazowe wprowadzenie gwalcone jest poprzez ten sam bulgoczący, niski motyw. Ujmą dla całości jest fakt, że nie zostaje nic słyszalnego z tych dobrze zapowiadających się wprowadzeń. "I Eat Decay" będący piątym utworem zaczyna się od szelestu przesteru i mam wrażenie, że ktoś wrzucił mi worek piasku w głośniki. Za zniszczoną zasłona pojawiają się jeszcze jakieś transmisje, podobnie podczas przeszukiwania fal radiowych. Ilość zniekształcej i czystego hałasu na pierwszym planie jest jednak dość spora i jej głośność w pierwszej części kompozycji praktycznie zupełnie pokrywa pozostałe ślady. Dalej jest nieco lepiej, utwór balansuje się pomiędzy podobnymi do wiatru szumami, a białym hałasem. Nie ma tutaj też nic ekstremalnego, żadnego rozwścieczonego przesteru, determinacji destrukcji. Jest jakby obraz defektu, dysharmonii i braku poczucia na... kreatywność. Nie mniej "I Eat Decay" jest najciekawszym utworem na "The Larvae Days Vol. II". Ten którki materiał zamyka "A Violent Release Smother & Choke", który jest utrzymany w bardziej eksperymentalenj, dzikszej i odpowiadającej pierwszej kompozycji, formie. Dźwięk jest bardziej czystszy, więcej w nim dynamiki i przekonywującej siły. Szkoda, że to zaledwie 2 minutowa transmisja, łącząca jakby w dźwiękową klamrę cały materiał. Infested With Maggots może być nazwany interesującą propozycją, pod warunkiem, że macie czas, siły i ochotę na kilkukrotne wgryzanie się pomiędzy dźwięki. Przy pierwszym spotkaniu jest kompletnie nie przekonywujący i ciężko doszukać się w nim wyjątkowości. Po liczym przesłuchaniu zostawia po sobie wiele wrażeń, z czasem tych pozytywnych jest coraz więcej, ale nie mogę z czystym sumieniem nadać mu rekomendacji.
Maggote Meat Shoppe |
|
|
Redaktor: Artur Olejarczyk
|
|
04.07.2008. |
|
 Twórczość tego norweskiego artysty intrygowała mnie już dość długo. Terje Paulsen urodził się w 1958 roku w Kristiansland. Od zawsze wciągały go zagadnienia związane ze sztuką - grafiką malarstwem, szkicami czy wreszcie muzyką. Domorosły artysta rozpoczął swoje muzyczne w punk/rockowych formacjach działających w latach 70. i 80. Wszelkie dźwiękowe inkarnacje Terje Paulsenan miały związek z improwizacją. Dodatkowo zamiłowanie do podróży, jak i widok z rodzinnego domu na fiordy wpłynęły na finalny obraz jego twórczości. Występując po prostu pod swoim nazwiskiem Terje Paulsen rozwija swoje zamiłowanie do muzyki konkretnej, elektroakustyki oraz eksperymntalnej. Ostatni okres przyniósł nam trzy nowe wydawnictwa. Pierwszym z nich jest CDR "Septober" wydany przez Q-Tone. Profesjonalnie przygotowany dysk zawiera ponad 70 minut muzyki, ujętej w 8 kompozycjach. Kolejne dwie produkcje, są wydawnictwami internetowymi. "Encoded" to album utrzymany w minimalistycznym stylu. Ponieważ artysta lubi patrzeć na utwory jak na kod, w 4 kompozycjach z "Encoded" znajdziemy dość niewiele źródeł dźwięku, a jednym z nich jest czterostrunowy bas. Wydawnictwo promuje Tecnonucleo. No i na koniec materiał, który przemawia do mnie bardzo personalnie. Jest to "Dagbue" wydane pod szyldem Homophoni. Jedna, prawie 40-minutowa kompozycja to emanacja drgającymi uczuciami, które prowadzą jednak finalnie to unifikacji. Muzyka przypomina zagubiony gdzieś pomuch wiatru, grający coraz to wyższa nutą. Prawie jednostajny i monotonny, zakończony stukotami i innymi odgłosami podstawowych narządzi roboczych i domowo sporządzonych instrumentów. Muzyka na tym materiale posiada swoiste wibracje i emanuje, ciekawym fluorescencyjnym blaskiem. Nie ma powodów do obaw w obliczu materializacji kolejnych dźwięków. Jest w nich wiele do odkrywania, a formy jakie znajdziecie zależą jedynie od możliwości wyobraźni. Zdecydowanie polecam. |
|
|
I znowu mrok spowija mi głośniki... |
|
|
|
|
Redaktor: Artur Olejarczyk
|
|
04.07.2008. |
|
 Może to jakieś przekleństwo lub klątwa, ale kolejny newsletter, który odebrałem na poczcie dotyczy black metalu. Grecka Hyperblasted Recordings, oprócz wydawania bariej ambientnych pozycji związanych z muzykę esperymentalną, tym razem zainwestowała w projekt Bohemian Grove. CD zatytułowany "Age Of Retrogression" ukazał się oficjalnie wczoraj. Płyta ta jest równocześnie debiutem tego greckiego aktu. Wydawnictwo przychodzi w 6-panelowym digi-packu zaprojektowanym przez Justina Bartlett (Wearetherobots), wytłoczonym w ilości 1000 kopii. Muzycznie jest to 5 kompozycji, których wyróżnia całkiem przyzwoite brzmienie i dobra praca perkusji. Odsłuchując plików mp3 można stwierdzić, że jest to solidna propozycja dla odbiorców black metalu. Oprócz klasycznych rozwiązań pojawiają się bardziej odważne wejścia jak zaśpiewy i oryginalne motywy w "Wretched Men" czy przygotowany koncertowo motyw w "Praise The Goat", gdzie nagle muzykę prowadzi tylko bas i perkusja wraz z krzykiem wokalisty "Come on fuckers!". Nie jestem pewien czy Bohemian Grove może przejąć berło mroku w podziemnej scenie greckiego black metalu. Nie mniej tradycyjne brzmienie, charakterystyczny wpłwają korzystnie na odczuwanie tego materiału. Kompozycje zostały nagrane w okresie sierpień-wrzesień 2007. Tytuły utworów: "Wretched Men", "Praise The Goat", "Upon a Human Grave", "Age of Retrogression", "Drowning In The Roar Of A Sinking World". |
|
|
Czerń w przestworzach Kanady |
|
|
|
|
Redaktor: Artur Olejarczyk
|
|
04.07.2008. |
|
 Całkiem przez przypadek wyszukując ambientowych propozycji z izolacyjnych pustkowi Kanady trafiłem na projekt Etheric Void, który... z ambientem dla mnie nie ma nic wspólnego. Jednoosobowy projekt dodaje do swoich stylowych charakterystyk ambient oraz experimental prawdopodobnie bazując na mrocznych intrach przez kompozycjami oraz paru wstawkach, które nie są związane z muzyką gitarową. No coż, dla mnie zawsze to brzmi naciąganie. Etheric Void to poprostu prymitywny i dość mało wyszukany black metal. Właśnie na ukończeniu jest jego trzeci pełen krążek. Płyta zostanie wydana przez Svartgalgh Records i będzie zatytułowana "From Cruel Orbits Streams Death Telemetry". Materiał zawierać będzie 3 kompozycje trwające 42 minuty. Jak to zwykle w przypadku black metalu do muzyki dodawana jest mistyczna otoczna, pełnie księżyca i rytuały. Dla mnie jako agnostyka, Etheric Void, to przeciętna propozycja czarnego metalu, która ma szanse odpowiedzieć jedynie oczekiwaniom mniej wybrednych maniaków gatunku. |
|
|
Kto gotów wyjść przed szereg? |
|
|
|
|
Redaktor: Artur Olejarczyk
|
|
04.07.2008. |
|
 Pewien czas temu poprzez MySpace poznałem brytyjską formację Spearhead. Kiedy usłyszałem ich brzmienie od razu wysłałem pytanie, gdzie nagrywali ten materiał, aby w przyszłości zawitać do tego studio, tym bardziej że lokalnie tutaj nie znam żadnych. Okazało się, że taki wymiot może spowodować tylko słowiańska krew za sterami, a mianowicie nasze osławione studio Hertz. Płyta "Decrowning The Irenarch" pochodząca z 2007 roku została właśnie tam nagrana, a jej wydania dopuściła się irlandzka Invictus Productions. Grupa Spearhead jest już częściowo znana w Polsce, a to dzięki m.in. obszernemu wywiadowi na Masterful Magazine. Ponadto grupa dołącza do trasy koncertowej Impiety oraz Dawn Of Azazel i w tym roku odwiedzi nasz kraj na trzech koncertach (Rzeszów, Warszawa, Poznań w dniach 14-16 września). Domyślam się jakiego piekła można spodziewać się po nich na scenie. Cztery kompozycje ze wspomnianej płyty możemy znaleźć na ich profilu MySpace. Prezentujący muzyczny dorobek utwór "Road To Austerlitz" przejedzie się po was w pełni i nie zostawi wątpliwości z jaką formą masakry przyjdzie nam się spotkać. Techniczne połączenie brutalności Belphegor z miażdzącą sią i rozpoznawalną charakterystyką Morbid Angel powoduje, że nie przejść obojętnie obok tego numeru. Moshing pod sceną obowiązkowy i mam gorącą nadzieję, że w Polsce poczują co to znaczy prawdziwa wściekłość. Tym bardziej, że kolejna propozycja "Decrowning The Irenarch" ukazuje, że ich wybuchowość to nie przypadek. Dokłada się do tego rwący motyw, istnie wzięty ze Slayer z okresu "Show No Mercy", gdzie faktycznie nie ma miejsca na litość. Spearhead wyróżnia się zaawansowanymi technicznie rozwiązaniami aranżacyjnymi, nie tracąc przy tym dzikości. Motorem napędowym, jak zwykle jest perkusja, nie mniej zero-jedynkowe granie Vortigerna jest bardzo precyzyjne i agresywne, co potęguje wrażenie przetaczania się wojennej, śmiercionośnej maszyny przez nasze organizmy. Wokal jest nieco krzykliwy i jest mu bliżej do wspomnianego Morbid Angel. O pracy gitar nie muszę się wypowiadać, bo wprowadzając powyższe nazwy grup i przypominając o umiejętnościach muzyków, wiadomym jest, że ze strun ikrzy wścekłością, rozpętując piekło w otoczeniu. Spearhead jest dość młodą formacją, która powstała 5 lat temu (w 203 roku), a w 2005 roku zarejestrowali mini-album "Deathless Steel Command" i od tego momentu związali się ze wspomnianą Invictus Productions. Zanim popełnili rzeczony pełen album, ukazała się również promocyjna EP'ka zatytułowana "When The Pillars Fall". Moim zdaniem Spearhead, urzeczywistniając swoją nazwę, wkrótce staną się jedną z wiodących nowych formacji na obecnej scenie death metalowej. Świadczą o tym nie tylko same entuzjastyczne recenzje, ale po prostu sami słuchacze, dla których "Decrowning The Irenarch" z pewnością dostarczy solidnych emocji i wrażeń. W Polsce płyta dostępna jest przez Pagan Records. |
|
|
«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »»
|
| Pozycje :: 1 - 5 z 6 |