Pamiętam kiedy pierwszy raz słuchałem Job Karma i ich płyty "Tschernobyl". Moje reakcje na krążek inspirowany największą awarią elektrownii, która zdarzyła się już za mojego życia, były bardzo entuzjastyczne. Słuchając nietypowej kreacji dźwiękowej Job Karma, prawie czułem gorzki smak płynu lugola, który musiałem wtedy wypić. Zdarzenie z 1986 roku inspiruje wielu artystów, a "Reactor4" brytyjskiego projektu Crisis jest kolejną ścieżką dźwiękową odnoszącą się do awarii reaktora. Muzycznie nie tu żadnej katastrofy, ale raczej zdewastowany pejzaż po eksplozji. Ponure, wyjące transmisje o dość umiarkowanym użyciu przesteru i dewastacji dźwięku sprzyjają nieco psychodelicznym wizjom. Przekaz jest dość jednostajny i trudno wyszczególniać poszczególne kompozycje. Wyobraźcie sobie, że stoicie po środku skażonej przestrzeni, gdzie wiatr zawodząco wyje w pustych blokach, porusza zardzewiałe huśtawki, a w powietrzu wciąż unoszą się nie tylko trujące substancje, ale również strach i panika związana z ewakuacją miasta. Radioaktywne chmury przesłaniają jasność, przejrzystość dźwięku i ogarniają mrocznym, zwęglonym całunem. Crisis generuje bardzo zabrudzone tekstury o chropowatych, ale mało ostrych krawędziach. Dudniące, nieco buczące ścieżki opatrywane są radiowymi głosami, nieco bardzo świszczącymi pętlami.
Niejednokrotnie łapałem się na tym, że płyta albo kompletnie przesunęła się obok mojej percepcji, albo była już pod koniec swojego wybrzmiewania. Jest coś specyficznego w muzyce Crisis, taka swojego rodzaju imaginatywna śpiączna na przeciwko głośników. Czekałem też, aż pojawi się też nieco odsłonięcia tej przemysłowej dudniącej kurtyny. "Prypiat", jako przedostatni utwór ukazuje nam stopniowo inny obraz, dużo jaśniejszy, taki zawieszony. To tylko muzyczna proteza, artystyczny zabieg, bo w muzyce Crisis, nie ma optymistycznych przekazów. "Caesium-137" to ponownie toksyczne plamy, chemiczne szelesty i radioaktywne, drapiące sample. "Reaktor4" dostarcza całkiem ciekawego podłoża wrażeniowego, konkretnych kształtów oraz doznawanych przez nas emocji. Trudno mówić o intensywności odczuć, gdyż dźwięk sam w sobie, nie jest mocny i dynamiczny. Crisis zaprezentował całkiem przyzwoity zbiór zepsutych, zniszczonych emocji, rozlanych żrących kwasów w industrialnym i ambientowym podłożu.
| « poprzednia | następna » |
|---|


